Koniec wakacji i #7. Papież Jan Paweł II

Rany ostatni post napisałam 3 lipca, to dwa miesiące temu. Na początku wakacji, nawet nie wiem kiedy mi te dwa miesiące zleciały... Ale gdy się próbuje połączyć pracę w domu z przebudową domu to kończy się bezczasem. Wszechogarniającym bezczasem.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym mimo wszystko w wolnej chwili czegoś nie podłubała. Skończyłam metryczkę i czeka ona na oprawienie, ale z tym mi się na razie nie śpieszy, bo będzie to część prezentu na chrzciny. A te nie wiadomo na razie kiedy będą.
Ponadto ambicja mnie pochłonęła i stwierdziłam, ze zrobię sobie na drutach sweterek... może to wiosny skończę... Na razie mam przód/tył (sama nie wiem).


No i oczywiście pomalutku przybywa naszego Papieża, choć należałoby raczej napisać że przybywa tła. W każdym razie nie ważne czego przybywa. Ważne, że praca idzie do przodu. A że dziś ostatni dzień miesiąca to postanowiłam Wam pokazać ile przybyło obrazka.

31.08.2019

Dla porównania tyle było na koniec czerwca. Masakra w dwa miesiące niewiele przybyło, ale i tak się cieszę, że jest choć tyle, bo czasu wolnego było przez te dwa miesiące jak na lekarstwo...

30.06.2019


W najbliższym czasie u mnie trochę zmian. Młodzi szykują się do szkoły, a ja podjęłam kolejny etat. Na razie okres próbny. Zobaczymy co to będzie i jak ogarnę czas. Bo nie rezygnuję z aktualnego zajęcia, które prowadziłam w domu. Chcę oba te zajęcia połączyć. Zobaczymy czy się uda...
Trzymajcie kciuki.
Czytaj dalej...

Musztardowy Delphin Baby

Kocyk już skończony i wręczony także mogę go w końcu pokazać.
Skończyłam go w połowie czerwca. Trochę mi zeszło... Wiecznie mnie coś od niego odciągało, a jak miałam chwilę wolną to byłam tak padnięta, że nie miałam siły nawet rzędu przerobić. Ale udało się i Tymuś, braciszek naszego chrześnika Gucia ma swój kocyk.
A przyda mu się na pewno, bo maluszek lubi ciepełko, zmarzluszek z niego jak ciotka.

Ostatnio bardzo mocno się przyjaźnię z włóczką Himalaya Dolphin Baby, a że Ewa - mama małego Tymka chciała puchaty, ciepły kocyk to wybór był oczywisty. Sama też wybrała kolor - musztardowy, bo takie będą dodatki do kocyka. Kocyk przerabiałam na drutach 7. Nabrałam 126 oczek początkowych i przerabiałam zgodnie ze wzorem.
Uzbrojona się we włóczkę i zabrałam się do pracy. Sądziłam, że dużo szybciej pójdzie mi praca nad kocykiem, tym bardziej, że tym wzorem robiłam już wcześniejsze kocyki, ale jakoś tak się przeliczyłam... Remonty i przebudowy domu raczej nie sprzyjają takim projektom...

W końcu jednak się udało poświęci mu na tyle uwagi by go skończyć. Oczywiście gotowy kocyk ozdobiłam metkami od rencami.pl. Zblokowany kocyk ładnie złożyłam i zapakowałam w przezroczystą folię i przewiązałam jasno brązową wstążką.



Muszę Wam powiedzieć, że nic tak nie dodaje otuchy i nie wzmacnia w przekonaniu, że moje hobby nie jest tylko takim sobie, byle jakim hobby, jak słowa uznania. Szczególnie od osób, które potrafią docenić prawdziwe rękodzieło. A już tym bardziej piękne słowa uznania od Ewy, która jest po ASP to jest najlepsza ocena mojego dzieła.
Radochę mam niesamowitą jak widzę, że się moje dzieło podoba. No cieszę się jak dziecko. A wy też tak macie?
Dobra nie zagaduję już tylko pokażę Wam małą sesję jaką urządziłam mojemu kocykowi.



DANE TECHNICZNE
WŁÓCZKA: Himalaya Dolphin Baby  - miodowy (80330) - 4 motki
DRUTY: 7.0
METKI: rencami.pl
WYMIARY:  70 x 90 cm 




I na koniec jeszcze foteczka z małym właścicielem udostępniona mi przez mamę Tymka.





Czytaj dalej...

# 6. Papież Jan Paweł II

W tym miesiącu udało mi się wygospodarować troszkę czasu na ten hafcik. Nawet nie wiecie jakie to przyjemne uczucie móc w końcu potrzymać tamborek w dłoni. Ja chyba naprawdę jestem uzależniona...

Ale do rzeczy...

Ponieważ dawno już nie pokazywałam Wam tego haftu, to małe przypomnienie ile było...


A teraz ile przybyło:



Całkiem nieźle mi idzie. Tło się fajnie haftuje, bo są duże partie w jednym kolorze. Gorzej było w tym środkowym elemencie, pojedyncze krzyżyki więc praca troszkę zwolniła, ale i tak cieszę się że udało się postawić parę krzyżyków.


Na konie pokażę się Wam jeszcze ja. Jakoś mnie tak natchnęło i zaszalałam ostatnio u fryzjera. A co?! Lato w końcu się zaczyna...


Czytaj dalej...

Odgrzebany projekt

Dawno mnie nie było, ale w ostatnim czasie wiele się dzieje. Remont. Kolejna awaria komputera (Nigdy więcej Lenovo! Już 2 raz był na gwarancji). Praca. To wszystko przekłada się na to iż czasu mam nie wiele na swoje hobby. Ale w Boże Ciało udało się odpocząć, calutki dzień był tylko dla mnie. Byłam sama w domu, pierwsze postanowienie było - 'leżę i nic nie robię', ale jakoś tak mi nie wyszło... Cholernie mnie nosiło, więc zaczęłam grzebać w torbie z moimi przydasiami (z racji remontu, wszystko mam spakowane do wielkiej torby) i wygrzebałam swój stary projekt - "Temperature blanket".
Miał to być taki symboliczny pled. Pod koniec maja 2015 wyszłam za mąż i gdy w grudniu usłyszałam o tej inicjatywie od razu mi się ona spodobała. Tym bardziej, że jedną z motywacji był fakt,  iż rok 2016 to był pierwszy pełny rok mojego małżeństwa. Niestety nie udało mi się skończyć pledu. Jedyne co udało mi się zrobić to utworzyć sobie tabelkę z temperaturą (mam ją na mailu, na szczęście nie straciłam tych danych gdy miałam awarie komputera). Dzięki czemu mogę go skończyć. A że remont trwa w najlepsze i nie wiele mam dni na spokojne chwile to postanowiłam nie zaczynać żadnego haftu tylko skończyć właśnie ten pled wraz z rozpoczętymi dwoma haftami.

I tak 3 stycznia 2017 pokazałam Wam nieskończony pled, a wyglądał on tak:



A dziś prezentuje się tak:




Jeszcze sporo pracy przede mną, muszę uzupełnić braki we moteczkach i będę brać się dalej do pracy. 
Czytaj dalej...

#5. "Papież Jan Paweł II"

Postępów brak i  to by było na tyle jeśli chodzi o ten post.

Trochę zniknęłam i chyba jeszcze nie prędko wrócę, bo tak jak już kiedyś pisałam postanowiliśmy z małżonkiem przebudować nasz dom.
Oczywiście nie wszystko idzie zgodnie z planem... i mam na myśli tutaj warunków pogodowych, które totalnie w tym miesiącu nie sprzyjają takim inwestycjom. Po raz kolejny przekonałam się jak dwulicowi i zawistni mogą być ludzie... Cholernie to przykre.


Także wybaczcie mi chwilową ciszę w eterze, ale nie mam ani czasu, a nawet jak go mam to totalnie mi się odechciewa wszystkiego, więc wszystkie zabawki leżą i czekają na lepszy czas...


Pozdrowienia dla Was.
Czytaj dalej...

Stephen King, Bev Vincent "17 podniebnych koszmarów", WYZWANIE CZYTELNICZE 2019

Książkę dostałam na imieniny, które obchodzę pod koniec lutego. Ale samą książkę zaczęłam czytać w połowie marca i skończyłam nie dawno. Oj opornie mi szło...
Początkowo się napaliłam gdy zobaczyłam nazwisko King, mój entuzjazm zmalał gdy zobaczyłam drugie (nic mi nie mówiące) nazwisko i połapałam się, że to jakiś zbiór opowiadań. Muszę powiedzieć, że nie przepadam za tego typu publikacjami, ale tej dałam szansę. Po pierwsze jest to prezent od małżonka, a po drugie podpisał się pod nim sam KING.
"17 podniebnych koszmarów" to zbiór opowiadań różnych autorów o tematyce związanej z lotnictwem. W przedmowie Stephen King ostrzega, że będzie ostra jazda, a raczej lot i, że nie po lekturze tej książki podróże lotnicze mogą się nam nie wydawać takie bezpieczne. I powiem Wam, że na tym ostrzeżeniu się kończy. Niestety zawiodłam się. Z 17 różnych opowiadań godnymi polecenia wg mnie są 3 opowiadania: Kinga "Specjalista od turbulencji", E.C. Tubb "Lucyferze!" oraz E. Michael Lewis "Ładunek". Trochę mało...
Książka praktycznie nie wzbudziła (no po za tymi 3 opowiadaniami) we mnie żadnych zapowiadanych w przedmowie emocji. Szykowałam się na prawdziwą grozę i koszmary po lekturze, a jest rozczarowanie. I umocnienie w przekonaniu by unikać tworów, które zwą się zbiorami opowiadań.



Na pocieszenie w Empiku jest seria wszystkich książek Stephena Kinga w twardej oprawie w całkiem fajnych cenach. Na razie kupiłam sobie 3 pierwsze książki - "Misery", "Zielona mila" oraz "Cmętarz  zwieżąt". O ile 2 z tych pozycji czytałam i film to znam już na pamięć, o tyle pierwszą znam tylko z ekranizacji filmowej podobnie jak tę ostatnią (aktualnie w kinach jest film na podstawie tej książki, na którym oczywiście byłam i powiem Wam jest MOC). Na razie wieczory umilam sobie "Misery".
Czytaj dalej...
Rękodzielnik Marty © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka