Podsumowanie

Tym razem będzie podsumowanie jednej z 'zabaw' w jakiej w tym roku brałam udział. Mowa o "Wyzwaniu Czytelniczym" (jeśli ktoś jest nie w temacie w wyzwaniu chodzi o to by wciągu roku przeczytać 3650 stron, przy okazji można się też podzielić recenzją przeczytanej książki). I tak aż mi wstyd, bo w sumie to nie ma co podsumowywać. Ja kiedyś zajadła pochłaniaczka książek. Czytałam jedną po drugiej. Uwielbiałam czytać i lubię nadal, ale... brak mi czasu. Każdą wolną chwilę jaką mam poświęcam moim małym dziełom. W tym roku mi się nie udało. Ale mam nadzieję, że uda mi się w przyszłym roku. Zabrakło nie wiele. Choć patrząc na zestawienia innych to i tak nie jest najlepiej. Jest mi wstyd przed samą sobą, że tak łatwo porzuciłam książki. I mówię o książkach - papierowych, pachnących, szeleszczących, a nie tych wszystkich e-bookach czy innych... W przyszłym roku zdobędę pułap 3650 stron, a może i go przekroczę? Kto wie...???

Podobny obraz

Tymczasem w tym roku przeczytałam 8 książek i dało mi to wynik - 2837 przeczytanych stron. Nie jest w sumie tak źle, choć patrząc w przeszłość to nie jest też najlepiej. Zabrakło 813 stron to w sumie mogły być 2 książki... Mogły, ale zabrakło dni, czasu, chęci pewnie też...
W 2018 będzie zdecydowanie więcej. Plan już jest. Przy okazji świątecznych porządków wyciągnęłam książki, które zakupiłam w tym roku i odłożyłam na półkę. W tym roku mam plan by zagwarantować im tę przyjemność i je przeczytać... Jeśli mi się uda to wyjdzie mi całkiem fajny wynik. Bo to 3953 strony. Więc spokojnie uda mi się sprostać przyszłorocznemu wyzwaniu.Plan jest. Książki są. Nie ma na co czekać tylko brać się do czytania.


Czytaj dalej...

Święta, święta i po świętach...

Tyle szykowania. Tyle bieganiny, szaleństwa po to by 3 dni (liczę też Wigilię) minęły jak z bicza trzasnął. U mnie święta były wyjazdowe. Zaliczyłam 2 Wigilie. Mąż pracował, więc byłabym sama w domu. A tak byłam i rodziców i u teściów... Nie pytajcie jak wytrzymała to moja wątroba, ale dała radę.



Mimo, iż z 3 dni świąt tylko jeden spędziliśmy w domu. Ubraliśmy naszą malutką choineczkę. W salonie udekorowałam komodę, by choć troszkę  poczuć magię świąt. Upiekłam pierniczki i piernikową chatkę. A do tego dostałam od Edytki cudne śnieżynki, które oczywiście również znalazły swoje miejsce nad komodą. Są piękne. Ja sama w ferworze świątecznego szaleństwa postanowiłam się zrelaksować i w piątek po godzinie 23 wyciągnęłam maszynę do szycia, materiał świąteczny i uszyłam dwie poszewki na poduszki. Nie wiem jak Wam, ale mnie brakuje śniegu. Brakuje mi tej magii, którą kradnie i niszczy wszechobecny konsumpcjonizm. Hipermarkety już 3 listopada w ofercie miały w sprzedaży ozdoby świąteczne, a nim minął 11-listopad rozbłysły choinki i iluminacje. Paranoja jakaś! Może za niedługo będziemy już choinę ubierać w sierpniu, żeby dłużej się nią cieszyć... Przez ponad miesiąc przed świętami jesteśmy tak bombardowani świątecznym shitem, że już same święta nie cieszą tak jak powinny... I do tego ta nerwówka, wyrywanie sobie rzeczy w sklepach, psioczenie, wyzywanie bo trzeba troszkę dłużej postać w kolejce, bo pani na kasie nie ma niestety turbo w d**ie i mimo zawrotnej prędkości skanowania naszych towarów i tak nie daje rady. Ludzie ogarnijmy się troszkę...



Więcej człowieczeństwa Nam życzę na kolejne święta. A Wam marketingowcy opamiętania i nie niszczenia tego magicznego okresu wyścigiem, który pierwszy market zabłyśnie niczym choinka...


Czytaj dalej...

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia


Czytaj dalej...

Idą święta...

Zaczyna się u mnie już pomału robić świątecznie. Zaganiana jestem niesamowicie. Mam do skończenia haft, który ma być prezentem na świąteczne chrzciny (a jestem w lesie!!!). Dom rozgrzebany, bo w każdej wolnej chwili coś próbuję ogarnąć. Dobrze, że tegoroczne święta podobnie jak zeszłoroczne nie spędzamy w domu...
O własnoręcznie stworzonym stroiku na drzwi marzyłam od jakiegoś czasu. W sumie okazja jest, miałam też ładniutki biały wianek, kupiony dawno temu w PEPCO. U Edytki kupiłam inne ozdóbki i tak stworzyłam to małe coś:



Mąż jak go zobaczył stwierdził, że szkoda go wieszać na drzwi wejściowe. W domu jakoś tak nie mam za bardzo gdzie go zawiesić. I tak zdobi ładnie drzwi, a do tego dzięki doczepionym małych dzwoneczkom przy każdym ich ruchu dzwoni niczym obróżki reniferów...
Czytaj dalej...

Bomb(k)owe podkładki

Anię z bloga Crochet.pl znam (wirtualnie) od samego początku mojej przygody z szydełkiem. To z jej filmikami stawiałam pierwsze kroki w świecie szydełka. I tak pewnego dnia u Ani na blogu pojawiły się bałwankowe podkładki pod kubeczki. Zaczęłam przeglądać blog i natrafiłam na podkładki w kształcie bombek. I przepadłam! Zaraz chwyciłam za szydełko, resztki włóczek jakie mam, odpaliłam filmik instruktażowy na Youtube i zaczęłam przerabiać. I tam mam swój mały komplecik 4 szt. bombowych, wróć bombkowych podkładek. Mnie wystarczą. W domu jest nas dwoje, więc dwie zostaną w zapasie. A kto wie może jeszcze ze dwie dorobię?



Fajne, prawda? Taka prosta rzecz, a jak cieszy.


Zmykam już, bo teraz przed świętami jest co robić...
Czytaj dalej...

Wyzwanie czytelnicze - "Kultura biznesu. Normy i Formy" Irena Kamińska-Radomska

Moje czytanie nabiera tempa. Trochę mi zostało stron do jego realizacji. A czasu już niewiele - miesiąc. Ale kto wie, może się uda? Kiedyś w miesiąc pochłaniam masę książek. Szczególnie uwielbiałam wakacje na naszym leśnym rancho... całymi dniami siedziałam z nosem w książkach... ach to były czas...

Dobra, ale wróćmy do teraźniejszości i książki, którą właśnie przeczytałam. Książkę ujrzałam u znajomej i troszkę czekałam nim mi ją pożyczyła, a napaliłam się na nią jak koń na owies...
Mowa o książce Pani Ireny Kamińskiej-Radomskiej. Panią możecie kojarzyć z jednego z TVN-owskich programów rozrywkowych. Jest tam jedną z ekspertek od savoir vivre. Kiedyś się bardzo tym interesowałam, ale w dzisiejszym świecie już nawet w biznesie wiele zasad jest łamanych, unowocześnianych czy całkowicie ignorowanych... Jednak ta pozycja mnie zaciekawiła. Pomyślałam, że jest to pozycja warta przeczytania choćby ze względu na wcześniejsze zainteresowania.


Książka jest napisana trochę jak podręcznik dla studenta. Ale mimo to całkiem fajnie się ją czyta. Można skakać po książce i dostosować czytanie do swoich zainteresowań.
W książce znajdziemy różne zagadnienia, które mają jednak jedną wspólną cechę łączy ich kultura w biznesie. Znajdziemy tam:

  • zasady korespondencji
  • jak dawać i przyjmować prezenty
  • przyjmowanie wysokich rangą gości zagranicznych
  • są też opisy wizerunku oraz tego jak powinny wyglądać przyjącia
  • mamy także opisane niektóre dość znaczące różnice kulturowe 
  • i wiele innych aspektów, które mają nam wskazać prawidłową drogę autoprezentacji w biznesie
Lubię takie książki. Tym bardziej, ze jak wspomniałam interesowałam się kiedyś dość mocno tematyką savoir vivr. Tylko nie wiem czy on w ogóle jeszcze gdzieś istnieje. Mało dziś norm. No chyba, ze te które możesz wyegzekwować w świetle prawa, a cała reszta... ileż to razy można usłyszeć "zasady są po to by je łamać", "sam sobie ustalam zasady". A w firmach? Ile firm tyle zasad. Każdy ma też swoje zdanie co do ich istnienia i wdrażania w życie. Wg mnie powinny istnieć i być respektowane. A w szczególności zasady dobrego wychowania, bo coraz więcej ludzi nie umie (a może nie wie) jak w danej sytuacji ma się zachować. Dziś ważne jest żeby zrobić wrażenie i zaszokować tak by się mówiło. I podobnie jest w biznesie. Jak o tobie nie mówią/piszą (nie ważne dobrze czy źle) to nie istniejesz w świcie biznesu... A czasami prawidłowo zgodnie z zasadami napisany mail firmowy może tak wiele drzwi nam otworzyć... Ja już od jakiegoś czasu staram się np. nie używać w żadnej swojej korespondencji słowa "Witam". A dlaczego? A to zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. 



Ja sama zmykam, bo pracuję nad czymś i oczywiście czas mnie goni - z dnia na dzień mam go co raz mniej, a praca jakby stoi w miejscu.
Czytaj dalej...

Czarny virus w końcu u swojej właścicielki

Czarną chustę virusa zrobiłam już jakiś czas temu (pokazywałam Wam ją <tutaj>). Jednak dopiero teraz chusta powędrowała do swojej właścicielki. Nie było ani czasu, ani okazji żeby się spotkać. Obie zalatane. Karolina już nie sama tylko z małą istotką pod serduszkiem cały czas poświęciła temu małemu groszkowi. Post piszę, gdy Karolka jest jeszcze w dwupaku... Dlatego gdy dowiedziałam się że będzie mały Tymek na szybciutko zrobiłam bamboszki i łapki-niedrapki i dorzuciłam do paczuszki.
I tak się prezentowała zawartość paczuszki, którą wysłałam do Karoli.

Buciki jasnoniebieskie z kokardką 

Komplecik - buciki i łapki

I cały zestaw - chusta mamy i mały upominek dla maluszka 

Mam nadzieję,że wszystko się jej podoba, a bamboszki posłużą troszkę małemu Tymkowi w chłodne zimowe dni...
Czytaj dalej...

Wyzwanie czytelnicze - Królowe Przeklęte Cristina Morato

I kolejna książka Cristiny Morato. Obie jej książki kupiłam w koszach z książkami w MediaMarkt. Po przeczytaniu "Kobiet niepokornych" od razu zabrałam się za czytanie następnej książki tej autorki - "Królowe przeklęte". I znów się nie zawiodłam. Znów fakty w połączeniu z fragmentami  prywatnych listów.

Myszę przyznać, że świetnie się ją czytało, nie weim nawet czy nie lepiej niż "Kobiety niepokorne". Tutaj mamy sześć kobiet. Kobiet niezwykle potężnych. Kobiet, które októrych się nie zapomni, ponieważ zarysowały wyraźny ślad w historii. O których królowych mowa? Może się domyślacie? 

.
.
.
.
.
.

Mowa o Cesarzowej Sisi, Marii Antoninie, Krystynie Wazównej, Eugenii de Montijo, królowej Wiktorii oraz jej wnuczce Aleksandrze Romanow. Mnie szczególnie bliskie są dwie - Sisi i Aleksandra. Od zawsze uwielbiałam oglądać filmy o ich życiu. Ale to co przycztałam całkiem zmnieniło mój obraz jaki zafałszował mi film i tv. Tutaj wszystkie te kobiety pokazane są od takiej ludzkiej strony, a nie tej jaka miała być dla publiki. Tutaj przeczytamy i dowiemy się tego co czasem jest przemilczane przez oficjalną historię. 

W ogóle zauważyłam, że ostatnio wybieram i książki, i programy biograficzne, historyczne. Historię lubiłam od zawsze. A wszystko dzięki nauczycielce historii z podstawówki, która była też jej dyrektorem. Pozdrawiam Panią Grażynę, nauczyciel z pasją i duszą. Na całe szczęście w mojej edukacji trafiłam jeszcze na paru takich nauczycieli. Z czego się bardzo cieszę. Jednak nie było już wśród nich żadnego nauczyciela historii. Żaden nie przekazywał swojej historycznej wiedzy z taką pasją przekazywał wiedzę historyczną.


Czytaj dalej...

Mitenki dla Grażynki

I są kolejne mitenki. Tym razem w kolorze czarnym. Również z kokardkami. Tyle, że teraz postanowiłam troszkę zaszaleć i nieco ozdobiłam kokardki koralikami. Nie chciałam przedobrzyć, więc jest ich nie wiele. Miały delikatnie ożywić mitenki.
Po raz pierwszy za namową Edytki (nie po raz pierwszy ;P) zrobiłam je z włóczki NAKO Elit 50 i muszę wam powiedzieć, że super jest ta włóczka. Motki co prawda 50g, ale to nic. Świetna w dotyku. Całkiem przyjemnie się z nią pracuje. A gotowe mitenki były niezwykle miękkie. Ja wedle życzenia Grażynki zrobiłam je w kolorze czarnym (nr 217), koraliki jakich użyłam to ciemny fiolet. Mitenki przerabiałam szydełkiem 3,5. Wykorzystałam oczka ścisłe i wzór taki sam jak w swoich szarych także złożony oczek ścisłych i oczek łańcuszka.
Grażynce się podobają i to jest dla mnie najważniejsze. Sama mam ochotę zrobić sobie nowe tylko nie potrafię się zdecydować jaki kolor wybrać...




Zdjęcia robione w pośpiechu, bo mitenki były kończone tuż przed i zaraz wyfrunęły do właścicielki.
Myślę, że wyszły całkiem fajnie z tymi koralikami.
Mam zamówienie na podobne jak te, tylko bez koralików, więc uciekam randkować z szydełkiem.
Czytaj dalej...

Postępy w hafcie dla mężowskiego

Ostatni raz pokazywałam Wam motocykl w czerwcu. Sezon motocyklowy był w pełni. Ni się obejrzałam, a my mamy już listopad i jest po sezonie. Ale nie u mnie. U mnie co jakiś czas na tamborek wskakuje wymarzony motocykl męża. I tak przy okazji zakończenia sezonu, chcę Wam pokazać postępy w tym hafcie. Wg mnie są dość niewielkie, ale ważne że są.

Tyle było w czerwcu:



A tyle jest dziś:


Muszę przyznać, że dość ciężki to był kawałek. Mnóstwo pojedynczych krzyżyków. Dobrze, że nie mam w zwyczaju pokazywać tyłu haftu, bo co niektóre z Was na pewno by się przeraziły. Mnie samą ten tył przeraża, ale na szczęście nikt po za mną go nie zobaczy. 
Na szczęście teraz wyszłam troszkę z tych czerni i szarości. Teraz będą odcienie zieleni. W tym kawałki powinno całkiem sprawnie pójść, bo tam się mieszają tylko 4 kolory. Więc może przy następnym pokazaniu Wam postępów będzie tego zdecydowanie więcej.
Tymczasem, korzystając z wolnej chwili wracam do mojego motocykla.



Miłego dnia!

Czytaj dalej...

Świąteczna kartka

W końcu skończyłam. To była chyba najdłużej haftowana kartka jaką wyszywałam. Kupiłam te zestawy już chyba ze 2 lata temu. Zresztą parę z nich wyszyłam jeszcze jak byłam po operacji. Czasu było sporo przez uziemienie w łóżko, a hafciki były dość proste i szybko się je haftowało. Rok później znów zajrzałam do Kokardki i zakupiłam kolejne komplety. Wybrałam do haftowania właśnie ten, postawiłam kilkanaście krzyżyków i... to tyle.


Nie pamiętam już czemu porzuciłam ten haft, ale gdy chciałam do niego wrócić to się okazało że mnie Boże Narodzenie zostało i tak znów odłożyłam go w kąt.
Odkąd haftuję tylko raz udało mi się przygotować kartki świąteczne. Potem próbowałam z Wielkanocnym, ale też się jakoś nie poskładało i nigdy żadnej nie wyszyłam. W tym roku postanowiłam, że choć trochę ich wyszyję. Zaczęłam od tej którą rozpoczęłam i porzuciłam. I o zgrozo! Haftowałam tego mikrusa prawie tydzień. Co chwilę gdy przysiadałam do tego haftu coś odwracało moją uwagę i stąd czas się wydłużył.


W końcu się udało. Skończyłam go. Wyszedł świetnie, jak każdy, który miałam okazję wyszywać z tej serii DMC (inne które wyszyłam możesz zobaczyć <tutaj> i <tutaj> i <tutaj>).
Gotowy obrazek, ale jeszcze bez backstitch prezentował się obiecująco.


Ale dopiero magia kresek nadała mu wyrazu. Kto by pomyślał, że takie zwykłe kreseczki z nitek potrafią tak zmienić obrazek. Są taką kropką nad "i".


Kartka, którą wyszywałam nazywa się "Zima" i jest opatrzona w DMC nr 6232. Komplety DMC są o tyle fajne, że mamy już gotowca - kawałek kanwy, igła i mulina do wyszycia, do tego papierowy wzór. I to co najważniejsze nadrukowana kartka z okienkiem w który komponujemy nasz haft. Efekt końcowy świetny. Ja lubię te kartki, bo przy moim antytalencie do ozdabiania kart ten typ kartek jest w sam raz dla mnie.
Gotowa kartka prezentuje się całkiem fajnie. Teraz czeka na kolejne kartki i wypisanie życzeń. A ja wykorzystując chwilę czasu zmykam wyszywać kolejną kartkę.


Miłego dnia!
Czytaj dalej...

Wyzwanie czytelnicze - "Kobiety niepokorne" Cristina Morato



Książka przeczytana już jakiś czas temu i zapomniałam ją dodać do Wyzwania. To był szybki zakup 3 książek z czego dwie są autorstwa Cristiny Morato. Od razu zaczęłam czytać właśnie tę "Kobiety niepokorne". Książkę chłonęłam strona po stronie. Książka nie przekoloryzowana, sporo faktów.
Autorka przedstawia nam życie 7 kobiet: Callas, Chanel, Simpson, Perón, Hutton, Hepburn, Kennedy - od urodzenia po ich ostatni dzień. Sławne, przez wielu podziwiane i pewnie też w równym stopniu znienawidzone. Bogate i wydawać by się mogło, że miały wszystko...
Słyszałyście kiedyś powiedzenie "pieniądze szczęścia nie dają"? Ja wiele razy. Powyższa siódemka pewnie też, ale niektóre dość boleśnie się o tym przekonały na własnej skórze.

Polecam. 

Czytaj dalej...

Moje szare mitenki

Cześć wam. Ostatnio mniej się bawią igłą i nitką. Bo ostatnich maratonach muszę troszkę od nich odpocząć. Chwyciłam więc za szydełko i z resztki szarek włóczki Kotek zrobiłam sobie krótki jesienne mitenki. Strasznie je lubię. Ocieplają dłoń w chłodniejsze dni (choć ja nosiłam je też zimą), nie utrudniają ruchów i są świetne do jazdy samochodem. W rękawiczkach jest to dość niekomfortowe.
A odnośnie nazewnictwa. Zaczęłam je robić, więc padały pytania co robię tym razem? Odpowiadałam, że mitenki i tutaj się zaczynały schody. Każdy zna rękawiczki, ale mitenki wielu z nas już nie wiele mówią. I tak postanowiłam sprawdzić czy wujek Google wie, a on przecież wie wszystko! I się nie pomyliłam. I tak w odnośniku, który przenosi nas do Wikipedii mamy opis czym są mitenki.

"Mitenka lub mitynka (od starofranc. mite – rękawiczka) – rękawiczka bez palców lub okrywająca palce tylko w połowie. Mitenki noszono od XVIII wieku jako dodatek do eleganckiego stroju, popularne także w XIX i XX w. Początkowo bardzo zdobne, z jedwabiu lub koronki, mogły być długie lub krótkie."

Także wszyscy wiedzą już czym są mitenki. A teraz pochwalę się swoimi. Zrobiłam sobie krótkie mitenki. Teraz na jesień taki mi wystarczą, po za tym te będą dobrze współgrały z moją kurtką. Mitenki robiłam szydełkiem 3,5, głównie były robione oczkami ścisłymi. Pięć pierwszych rzędów zrobiłam samymi oczkami ścisłymi, a dalej wykorzystałam wzór, który znalazłam w jednej z zakupionych dawno temu gazetek "Mała DIANA Ekstra" 3/2016. Wzorek bardzo prosty, daje fajny efekt. Choć wydaje mi się, że na cieniowanej włóczce na pewno by wyglądał jeszcze lepiej. Ozdobiłam je kokardkami w tym samym kolorze, które przerobiłam tym samym wzorem co mitenki. Ale już nie zagaduję tylko pokazuję moje mitenki. 



Czytaj dalej...

Orzeł wylądował...

W końcu, po ponad roku koralikowy orzeł doczekał się oprawienia. Nie udało się do niego dobrać standardowej ramki, dlatego skorzystałam po raz kolejny z usług Fotkom.
Tym razem postawiłam na białą ramkę z podwójnym passe partout - szarym i różowym. Zrezygnowałam za to z szyby w ramce. Oba passe pokleiłam piankową taśmą dwustronną co dało efekt trójwymiaru. Wyszło całkiem fajnie. A jak już mój mąż powiedział wow, tzn. że musi być wow. Ucieszył go widok oprawionego orła, bo bardzo mu się ten haft podobał. Nie raz dopytywał o niego. Teraz będzie mógł go oglądać na co dzień, bo mam w planach go zawiesić w którymś z pokoi, ale jeszcze nie wiem w którym.





Przy okazji oprawy orła, na ramkę doczekał się haft z SAL-u Tea Time. Ramka oczywiście z Fotkom. Czarna z jasnoszarym passe partout. Pierwszy obrazek do nowej kuchni już jest. Teraz czekam na kuchnię, może kiedyś się doczekam...



Zdjęcia nie najlepsze - wiem. Niestety pogoda ostatnio jest byle jaka. Do tego mój byle jaki aparat w telefonie...
Ps. Jutro 13-ty i do tego piątek... Wierzycie w przesądy??? Ja trochę tak...
Czytaj dalej...

Romantyczny haft ślubny

Z tym haftem szło mi jak po grudzie. Jak nie pomyłki, to grypa, która na dwa dni mnie wykluczyła z pracy nad nią.
Standardowo skończyłam ją w ostatniej, dosłownie ostatniej chwili! Nawet ramkę miałam zamówioną i passe. A haft w lesie. Ciągle coś odwracało uwagę od niego, a jak już siadałam to byłam tak padnięta po całym dniu, że szybko odkładałam go na bok.
Jednak od poniedziałku siedziałam cały czas tylko nad nim. Najgorsze, że co chwilę gdzieś się myliłam. W końcu jednak się udało i skończyłam haft. Jestem z niego bardzo zadowolona.

Na wyhaftowanie tego wzoru czaiłam się już jakiś czas. Wiedziałam, że go wyhaftuję w chwili, gdy zobaczyłam go w "Kramie z robótkami" (nr 3/2014). To były początki mojej przygody z haftem i jedna z pierwszych gazetek jakie kupiłam. Był wzór, były chęci, ale nie było okazji...
Aż w końcu się ona nadarzyła. Ślub kuzynki. Od razu wiedziałam, że to będzie ten wzór. Tak samo jak i wiedziałam, że będzie wyhaftowany na ciemno szarym Belfaście 32c, który kupiłam już dawno temu u Edyty. I tako sobie leżał i leżał, aż się doczekał.


W oryginale były trzy kolory DMC - B5200 (biały), 3326 (róż) i 839 (ciemny brąz). Jednak u mnie ten brąz był zbyt mocny i postanowiłam go wymienić na inny kolor. Wybór padł na DMC 3325 (jasny niebieski).
Ramka wraz z passe zamówiona w Fotkom. Obrazek wyszedł dość spory, bo nie chciałam go upychać w ramce. Ma sporo przestrzeni. Myślę, że wyszło całkiem fajnie i się podoba Młodej Parze. Zresztą oceńcie sami:





Mam nadzieję, że Młodej Parze się spodobał taki upominek.
Czytaj dalej...

Metryczka Mikołaja

Tak jak obiecałam pokazuję drugą metryczkę nad którą ostatnio pracowałam. Oj długo mi zajęło jej stworzenie. Na początku poszukiwanie wzoru. Na nic się mogłam zdecydować. W końcu stwierdziłam, że skoro metryczka jest dla braci to wyszyję taką samą metryczkę jak dla Filipa. Tyle tylko, że zmieniłam odcień kokardek. Udało mi się też kupić taką samą ramkę. A haft wyszyłam zamiast na białej kanwie, a nie jak u Fifka na ekru. Passe również dobrałam do kokardek i jest ono nieco ciemniejsze niż u Filipa.
Myślę, że wyszło fajnie. Ale żeby nie przedłużać pokażę Wam metryczkę Mikołaja. Mojego drugiego siostrzeńca.



Czytaj dalej...

Drugie życie metryczki Filipa

Dawno nic nie pisałam, ale to dlatego, że cierpię na chroniczny brak czasu i ledwo się ze wszystkim wyrabiam... Do tego prawie tygodniowa jelitówka wykluczyła mnie z życia na parę dni.
Czas gonił, bo chciałam by metryczki były gotowe na jutro. Filipek swoją miał już od dawna ale strasznie mnie mierziła czcionka i data. To była moja pierwsza metryczka stąd pojawiły się małe niedociągnięcia.
Ponieważ Filipek doczekał się w maju braciszka postanowiłam, że i drugiemu siostrzeńcowi wyszyje metryczkę. Ale o tej metryczce po weekendzie. W końcu jest to prezent na jutrzejsze chrzcinki.
Przy okazji wyszywania metryczki dla brata, porwałam metryczkę Fifka. W domu sprułam imię i datę. I zabrałam się za wyszycie nowego napisu. Zmieniłam też passe partout z białego na błękitne (Takie cudo zamówiłam na Fotkom. Gorąco wam polecam, maja duży wybór ramek i kolorów passe).
Wg mnie teraz metryczka wygląda o wiele lepiej niż wcześniej, ale to już oceńcie sami.


Tak teraz wygląda metryczka Fifka 

Tak wyglądała metryczka przed zmianami




Czytaj dalej...

Powrót do przeszłości w kopalni Uranu

Jeszcze troszkę nie rękodzielniczych tematów, ale obiecałam, że napiszę post i robię to z wielką przyjemnością. Ponieważ pisze o ludziach, którzy jak my rękodzielniczki są pasjonatami. Ale do rzeczy... Podczas naszego urlopu (właściwie na koniec, bo wracaliśmy już do domu) postanowiliśmy odwiedzić Kopalnię Podgórze.


Zacznę od tego, że gdy się dowiedziałam od małżonka mego, że on chce zobaczyć kopalnię uranu nie krzyknęłam z zachwytem. Ale coś za coś... On ze mną zobaczył Hutę Szkła JULIA (też gorąco Wam polecam wycieczkę do tego miejsca), więc czemu ja miałabym nie zobaczyć kopalni... Pomyślałam że zostanę na zewnątrz, a on sobie pośmiga po kopalni (przyznam że boję się wchodzić w takie miejsca, zaraz mam jakieś myśli katastroficzne).
W rezultacie weszłam z grupą do kopalni i nie żałuję. To były najfajniej spędzone minuty podczas całego wyjazdu. Przewodnik pierwsza klasa! Merytorycznie bardzo dobrze przygotowany. Widać, że się interesuje tym o czym opowiada. Długość trasy to ok. 1600 m, ponadto w środku są umiejscowione małe wystawki - a to starego sprzętu kopalnianego, a to różności zrobionych ze szkła uranowego.
Uwielbiam spotykać na swojej drodze ludzi z pasją. Ludzi, którzy chcą by jakaś cząstka historii pozostała. Szczególnie dziś w dobie gdzie nasi najmłodsi są otoczeni najnowszymi technologiami jest to bardzo cenne by pokazywać im, że nie zawsze tak było. Na dzień dobry każdy dostaje swoją górniczą latarkę, fajna sprawa, bo to nie wszechobecny LED tylko zwykła, prosta latarka górnicza. Jak wam wcześniej pisałam trochę się bałam wejść, ale nawet nie zauważyłam kiedy zleciał czas tej wycieczki. Było świetnie. No i oprócz słuchania historii, zachwycałam się samą kopalnią, ponieważ idziemy w wydrążonym niegdyś tunelu więc skały które są wokół tworzą piękny widok.
I powiem Wam, że niesamowicie mi się podoba, że tam wszystko jest takie proste, bez udziwnień i naładowania nowoczesnymi technologami. Bez tych wszystkich multimedialnych gadżetów.  Została taka jaka była. Dla mnie to plus. Dodatkowo świetna obsługa przy kasie, gdzie można też nabyć pamiątki. Dla wielu też plusem będzie że mają bezpłatny parking.



Trzy rzeczy, które warto widzieć!
Pierwsza - Nie dajcie się nabić w butelkę, troszkę poniżej kopalni jest Sztolnia (wstęp o wiele droższy, a opinie też nie należą do najlepszych) - Pan wyłapywacz na pytanie - czy to kopalnia mówi, że tak i trafiacie do sztolni, a nie do kopalni, która jst usytuowana wyżej. Ja osobiście polecam jechać tak jak prowadzi GPS z Google (nas zaprowadził na samo miejsce bezbłędnie!).
Druga - Kochani cała wycieczka w kopalni trwa godzinę (czasem cit i dłużej ;) nasza grupa była tak rządna wiedzy, że spędziliśmy w kopalni prawie 2 godziny). Temperatura jest bardzo niska i do tego jest bardzo wilgotno. Warto więc uzbroić się w ciepłą odzież, żeby nie popsuć sobie wycieczki warunkami jakie panują w kopalni.
Trzecia - Nie wiem co wy jeszcze robicie siedząc na tym blogu i czytając. Wsiadać w samochód, ustawiać GPS i w drogę! Naprawdę warto! ;)

Zachęcam każdego by odwiedził Kopalnie Podgórze, bo jest to fajnie spędzony czas.


Link do strony www kopalni - KLIK



ps. Więcej zdjęć (o wiele lepszej jakości niż moje na stronie www). Jednak ja Was zapraszam do samej kopalni. 
Czytaj dalej...

Urlopowa notka

Wróciłam.

To był krótki, ale mega intensywny wypoczynek. Czyli coś co bardzo odpowiadało mojemu mężowskiemu. Mnie i moim nogom już mniej... Wyjechaliśmy w czwartek koło 12, choć sami do końca nie wiedzieliśmy czy pojedziemy. Pogoda była tragiczna. Ciągle lało, prognozy też wcale nie wyglądały lepiej. Nawet mieliśmy jakiś przebłysk, żeby kupić jakiegoś 'lasta' za granicę. Jednak zaryzykowaliśmy. Nie byliśmy razem w Sudetach. Mąż nie był wcale, ja jakoś bardzo dawno...

Zdjęcia ze strony www Państwa Poniatowskich
W necie znalazłam miejscówkę w Świeradowie Zdrój, którą Wam gorąco polecam. Pokoje gościnne u Poniatowskich to świetna miejscówka dla par, dla rodzin i dla tych którzy lubią podróżować ze swoimi pupilami. Początkowo trochę nas przeraziło, że jesteśmy oddaleni od centrum, ale jak już dojechaliśmy na miejsce, gdy zaczęłam oglądać widoki jakie się rozpościerają z tego miejsca wiedziałam, że trafiliśmy w świetne miejsce.

To jest taki dom z duszą.
Właściciele - Pani Mara i Pan Darek to bardzo fajni, otwarci ludzie. Z poczuciem humoru. I przede wszystkim wyrozumiali, bo oczywiście kiedyś musiało się nam coś takiego przydarzyć (fuck, że też akurat tam :P) - zgubiliśmy klucz do pokoju. Ech... Stało się, trudno. Za to właściciele podeszli do tego z humorem, bez wyrzutów i pretensji. Kolejną rzeczą na plus był fakt, że w końcu mieliśmy łóżko dla dwóch osób, małżeńskie, a nie zsunięte dwa łóżka, które miały imitować jedno wielkie. Dla wielu to może nie robi różnicy. W każdym pokoju łazienka. Jednak dla nas ma to znaczenie, bo niezbyt wygodnie nam się śpi na takich łączonych, ciągle rozsuwających się łóżkach... Duża przestronna kuchnia, dwie jadalnie, dwie bo jedna to taki oszklony taras z widokami na góry, a druga to sala z kominkiem. Jest altanka, grill, dużo zielni i pięknych kwiatów. No i coś co mojego męża zauroczyło - bania. Mąż oczywiście nie był by sobą gdyby nie skorzystał. Był zauroczony, na tyle mocno, że usłyszałam, że on chce taką banie u nas w domu mieć!
Nasz pokój
Tuż obok domu płynie strumyk, którego szum pięknie usypia nocą. Kilka metrów od domu jest świetnie wyposażony, nowoczesny plac zabaw dla dzieci. Na miejscu jest możliwość wykupu śniadań i obiadokolacji.

Powiem Wam, że jestem zauroczona tym miejscem. Chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę. Dlatego bardzo gorąco Wam polecam tę miejscówkę i bez zbędnego gadania oceniam na 10 w skali do 10.
Zresztą zapraszam Was na stronę www tego miejsca i gwarantuję Wam, że to co zobaczycie na zdjęciach zastaniecie na miejscu. Nic nie jest wyretuszowane, ani przestarzałe. Jak jest na fotkach tak jest w rzeczywistości.



Pokoje Gościnne u Poniatowskich - Gorąco POLECAM tę miejscówkę 
Czytaj dalej...

Podaj łapę

Już jakiś czas temu znajoma poprosiła mnie o taki breloczek. Najlepiej w liczbie 3 szt. Jakoś tak się rozszalałam i zrobiłam 5. Ale łatwo nie było. Miałam notesik, w którym zapisywałam sobie wcześniejsze projekty (bo większość robię metodą "prób i błędów" i jak coś mi się ud to sobie zapisywałam w notesiku). Zapisywałam, bo jak notesik był potrzeby (bo już robiłam takie breloczki) to go wcięło. Z pamięcią moją też bywa różnie i oczywiście tutaj dostałam amnezji całkowitej, więc zaczęło się kombinowanie, obrażanie na szydełko, aż się w końcu udało. Ale, że nie było za pięknie. Okazało się, że nie mam ani jednej zawieszki do breloczka. Allegro i nic ciekawego nie znalazłam. No dobra nie znalazłam wcale. Może dlatego, że okres wakacyjny. Zaczęło się poszukiwanie po sklepach on line, bo w stacjonarnych nigdzie nie znalazłam. W końcu trafiłam do internetowej hurtowni - qunszt.pl. Ile tam cudowności!!! I tak powstały breloczki łapki w różnych wersjach kolorystycznych. Brąz jest z różnymi środkami (z czego jedna brązowa łapka jest mniejsza niż reszta). Do tego jest łapka w kolorze białym i kremowym.

Breloczki robiłam kordonkiem Karat szydełkiem nr 2.  

Brązowy z bezowym środkiem i brązowy z kremowym środkiem - 6 cm (zawieszka do breloczka - 7,5 cm) 

Kremowy z brązowym środkiem - 6 cm (zawieszka do breloczka - 7,5 cm) 

Biały z czarnym środkiem - 6 cm (zawieszka do breloczka - 7,5 cm)

Brązowy maluszek z beżowym środkiem - 5 cm (zwykła czarna zawieszka do breloczka - 5,5 cm)
I jak Wam się podobają breloczki? Anecie tak się spodobały, że postanowiła wziąć wszystkie.

Czytaj dalej...

Mały jubilat

Synuś siostry, chrześnik mojego męża miał  1 września 3 urodzinki. Ponieważ ciotka za tym małym blondaskiem szaleje. To postanowiłam zrobić alternatywny bukiecik. Zamiast kwiatków były same cudowności. Bukiecik pełen słodkości! Oczywiści z obowiązkowym elementem w postaci jajka niespodzianki. Do tego w bukieciku znalazły się też ciasteczka, cukierki, czekoladki i czeko-tubka. Ileż było radochy z wyciągania z bukiecika tych słodyczy i odkrywania, że jest jeszcze to, i to... 

A jak wyglądał bukiecik? A tak:




I jeszcze mały solenizant:


Filipku jeszcze raz wszystkiego najlepszego dla ciebie :* 
Czytaj dalej...

Wyzwanie czytelnicze - "Buduj swoje życie odpowiedzialnie i zuchwale" Kamila Rowińska

"Lepiej jest osiągnąć swój cel rok później, niż zrezygnować w połowie drogi."
Kamila Rowińska




Zazwyczaj omijałam tego typu książki. Tę dostałam od koleżanki z prośbą bym ją przeczytała. No to po kilku dniach jakoś się przekonałam i zaczęłam czytać. Autorka zaraz na wstępie prosi by poważnie podejść do książki, a przede wszystkim do ćwiczeń w niej zawartych. I co zrobiła Marta? stwierdziła, że bez sensu i książka wróciła na półkę. Jednak cały czas łaził za mną głos "co ci zależy"... Następnego dnia wzięłam ołówek i książkę, i zaczęłam czytać. I przepadałam!


"Za każdym razem, kiedy ktoś ci mówi, że czegoś nie da się zrobić, pamiętaj, że mierzy on twój cel swoją miarą. 
Najwyraźniej nie jest ona zbyt wysoka."
Kamila Rowińska


Książka bardzo przystępnie napisana. Mega motywująca, a ćwiczenia - proste, ale dające kopa. Po lekturze pierwsze najważniejsze postanowienie to "czas coś zmienić i wziąć się za siebie". Zaczęłam na nowo szukać siebie. Książka pomogła podjąć parę decyzji. Czytałam ją w okresie gdy zaczynałam przygodę z nową pracą. Po raz kolejny się wykoleiłam... Ale dzięki książce i dobrym duszom wstałam, otrzepałam się i pomału się rozkręcam.
Ani od której dostałam tę książkę - dziękuję. Autorce dziękuję, że podzieliła się swoim doświadczeniem. Książka trafiła w moje ręce w odpowiednim momencie mojego życia. Ostatnie lata były i tyle mogę o nich powiedzieć. A następnych chcę móc powiedzieć coś więcej niż tylko, że były.

Kochani gorąco Wam polecam tę książkę. Nie ważne na jakim etapie życia jesteście warto po nią sięgnąć. Szczerze polecam ćwiczenia, bo dają one sporo do myślenia i co najważniejsze pokazują coś co może i wiemy, ale jakoś zapominamy o tej wiedzy.



"Za drzwiami z napisem 'strach' czeka na ciebie życie, o którym marzysz. 
Otwórz je, wyjdź mu na przeciw. 
Zasługujesz na to."
Kamila Rowińska

Czytaj dalej...
Rękodzielnik Marty © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka