Awaria

Kochani jestem choć mnie nie ma.

Chwilowo jestem zmuszona grzecznościowo oblegać laptopa męża. Ponieważ mój laptop po dosłownie roku od zakupu (!będąc na gwarancji!) postanowił wziąć i umrzeć! Dosłownie. Najpierw była krótka agonia, sądziłam że jak go zrestartuje to mu coś pomoże, ale jednak nie pomogło... Już się gadzina nie włączyła. Mam pecha ostatnimi czasy do komputerów.

Nie chcę zarzucać komputer męża fotkami więc póki nie dostanę swojego laptopa z powrotem na blogu będzie cisza...

Mam nadzieje, że szybko go naprawią (choć już od tygodnia jest na serwisie)  i będę mogła pokazać Wam moje dzieła, które powstały w lutym.

A tymczasem zmykam do lektury książki, to już drugi tom a ja pochłaniam go jak pierwszy niczym truskawki w lecie...



Czytaj dalej...

#1. "Papież Jan Paweł II"

Tak jak pisałam w swojej liście hafciarskich życzeń postanowiłam wyhaftować obraz przedstawiający Jana Pawła II. Jeszcze nie wiem czy zostanie on u mnie czy będzie sprezentowany. Dlatego nie mam też wielkiego parcia, że musi być na już. Haftuję go w wolnych chwilach. Wybrałam obrazek zaprezentowany w 2 numerze "Haftu Gobelinowego". Haft zatytułowany jest "Papież Jan Paweł II" i tak też będę tytułować notki z postępami w tej pracy.
Do haftu wybrałam białą, kratkowaną, kanwę 18ct (którą kupiłam żeby wyhaftować maki, ale jakoś porzuciłam ten projekt, a kawałek był dość spory i udało się dosztukować do tego haftu) oraz nici DMC.
Zaczęłam po nowym roku i ostatnio pokazywałam Wam moje pierwsze krzyżyki. I tak sobie wymyśliłam, że będę co najmniej raz w miesiącu pokazywać postępy. Nawet jeśli będą nie wielkie. Z jednej strony nie chcę się zmuszać do haftowania tego obrazu, a z drugiej nie chcę też dopuścić do sytuacji gdzie zostanie upchnięty w kąt i zapomniany...
Będzie to nadzwyczaj trudne w tym roku, bo planujemy generalny remont domu, ale zobaczymy co przyniesie czas. Na razie trzymajcie kciuki byśmy dostali pozwolenie na rozbudowę...

Tak wyglądał haft ostatnio gdy Wam go pokazywałam:


Teraz nieco przybyło.



Tak jak pisałam nie mam parcia, że muszę haftować by skończyć przed... Będę haftować pomału, choć już sama widzę, że na takiej kratkowanej kanwie o wiele łatwiej i szybciej idzie praca. W międzyczasie muszę jeszcze trzasnąć metryczkę, 2 kocyki i chusty więc mam co robić na najbliższych tygodnie.
Czytaj dalej...

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins ~ WYZWANIE CZYTELNICZE 2019 ~

Po raz kolejny postanowiłam przystąpić do Wyzwania Czytelniczego. Pierwsza książka jaką przeczytałam w tym roku (praktycznie w pierwszym tygodniu stycznia) to książka Pauli Hawkins "Dziewczyna z pociągu". Książkę odkupiłam od jednej z blogowych koleżanek. W środku znalazłam karteczkę z napisem: "miłej lektury". I muszę przyznać, że była bardzo miła.

Początkowo byłam zaciekawiona formą. To co pomiędzy opowiadaniem, a dziennikiem 3 kobiet. Kobiet, których losy się przeplatają, by w końcu dowiedzieć się, że są ze sobą powiązane. A łączy ich mężczyzna. Chyba pierwszy raz nie byłam do końca pewna jak się skończy książka. Przyznam, że do połowy książki czytałam i czekałam na rozwój wypadków, a później najzwyczajniej w świecie nie mogłam się oderwać od niej. Jakie to cudne uczucie. Gdy zarywasz noc, nie do końca świadoma, że pochłaniają cię kolejne strony...
Oczywiście ja jak zwykle zaginiona w czasie po fakcie dowiedziałam się, że książka ma swoją ekranizację. I oczywiście nie widziałam filmu. Ale po przeczytaniu książki chętnie go obejrzę.

Ale ja tak mam im bardziej modna książka, tym bardziej ją omijam. Nie lubię tego szału wokół. Tak jak np. Grey - no normalnie wszystkie na samą myśl o książce popadały w jakąś katatonie, potem ekranizacja i mam wrażenie, ze nie które czytelniczki to już na samą myśl miały orgazm. Wracam, do takich 'perełek' jak już cały blichtr przycichnie.

A wy jak? Ulegacie modzie czytelniczej???

Czytaj dalej...

Handmade'owe ADHD

Nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła kilku rzeczy na raz... A że nie zdecydowana i roztrzepana ze mnie rękodzielniczka, to każda wolna chwila to nowy projekt...
I tak żeby nie było, że nic się nie dzieje. Pierwszy na tapetę poszedł projekt z mojej listy życzeń.
Nie wiem jak ja kupowałam ten zestaw, ale po raz kolejny wyszło, ze jestem też zakupowym ADHD-owcem. Jak sroka kupuję coś co mi wpadnie w oko. I tak było z tym haftem. Spodobał mi się i dalej podoba, ale nie dostrzegłam, że jest taki mały! 12,7 cm x 17,7 cm. Maluszek. Dzięki temu udało się go wyhaftować w 3 wieczory. Jeszcze nie znalazłam dla niego zastosowania i z premedytacją nie wyszyłam na nim napisu. Oryginalny jest w języku angielskim. A że na razie nie wiem co z nim zrobię wolałam go nie wyszywać. Zawsze mogę to zrobić. Także na razie taki prosto z tamborka ląduje na półeczce...


Kolejna rzecz to kocyk. Lubię kocyki. W ogóle lubię tworzyć dla maluszków. Tym razem włóczka to MADAME TRICOTE Sweet Baby. Kupiłam ją dawno temu. Aż dwa motki. Fajne pastelowe kolorki. Głównym przeznaczeniem był kocyk albo jakaś czapeczka z szaliczkiem. Ale jakoś tak schowałam do pudełka z włóczkami i zapomniałam o niej. Przy okazji świątecznych porządków wpadła mi w ręce i od razu wiedziałam, że będzie kocyk. Kocyk wyszydełkowany wzorem "waffle stitch". Miałam na niego chrapkę gdy robiłam kocyk dla Gniewka, ale na Himalai jakoś mi się taki toporny wydawał... Zrobiłam próbkę (kolejna nowość - Marta zrobiła próbkę - oj ten rok to same nowości), wymierzyłam i zabrałam się do pracy. Najlepsze jest to, że chciałam zamówić jeszcze ze 2 motki i ZONK. Producent nie produkuje już tego koloru włoczki, są podobne ale to nie te same. No wziął i zmienił sobie kolorystykę. Bezczelny :P
Na razie kocyk prezentuje się tak:



Kolejna rzecz to chusta. Taka jak moja, taka sama ma być. Zamówienie Kingi. I aż wstyd, bo z Kinga widziałam się w listopadzie w zeszłym roku i już wtedy stwierdziła że chciałaby taką samą chustę... I mnie się tak zrywami przypominało i zapomniało... Ale w końcu kupiłam u Edytki 2 moteczki (jest ona dość popularna, a do tego sporo jej ma Edytka w pasmanterii) i stwierdziłam, że muszę zacząć. Jak zacznę to już poleci... no i zaczęłam:



Zaczęłam też kolejny haft z mojej hafciarskiej listy. Portret Jana Pawła II. W jednym z numerów Haftu Gobelinowego" (nr 2/2014) pojawił się taki właśnie portret. Strasznie przypadł mi on do gustu, więc nie szukałam dalej, przygotowałam materiał i mulinę i tak mamy już ok. 800 krzyżyków...



W planach była też czapka dla małżonka mego osobistego, ale... mnie pokonała. Miała być taka jak ta w której pokazuje się Kamil Stoch z jaskrawymi kolorami. Kminiłam, kminiłam i nic nie wykminiłam. Nie lubię presji czasu. Robię coś co chcę, ma mi to sprawiać przyjemność, a nie stresować. Od stresowania mam pracę. A rękodzieło jest moją odskocznią, moim azylem w którym jestem tylko ja... Mąż za bardzo nalegał, więc się chwilowo poddałam (bo do niej wrócę, ale nie teraz) i zamówiłam mu oryginał... Chyba w życiu nie wydałam tyle kasy na czapkę! Ale marka zobowiązuje. Zobaczymy jak będzie z jakością.

zdj. pochodzi ze strony: https://kamiland.pl 

A wy? Też tak macie, ze zaczynacie kilka rzeczy na raz? Czy raczej bierzecie się za jedno i tworzycie do końca?
Czytaj dalej...

Wyzwanie Czytelnicze - podsumowanie 2018 r.

I znów się nie udało.

Wstyd i mara...



Jedyny plus jest tak, że mam tendencję zwyżkową jeśli chodzi o ilość przeczytanych stron... W 2018 roku było ich 2950, o 113 stron więcej niż w roku 2017.
Nie wielka różnica. Aż mi wstyd, że się nie udało. Pomimo planów, zapewnień rok temu... Jednak czas... jego brak. I fakt, że wolne chwile to walka książka czy robótka? Zazwyczaj wygrywa to drugie. A tych e-booków i innych unowocześnień nie lubię. Książka to książka. Papierowa, szeleszcząca, pachnąca. To litery, które sklejasz w całość i przenosisz się do jej wnętrza. Ja nie wiele razy się przeniosłam w tym roku, a książki przeczytane w 2018 r. to:

1. Sherry Jones, "Klejnot medyny" (391) 391/3650 - <klik
2. Sarita Mandanna, "Tygrysie Wzgórza" (466) 857/3650 - <klik
3. Harlan Coben, "Nie mów nikomu" (352) 1209/3650 - <klik
4. Harlan Coben, "Bez pożegnania" (414) 1623/3650 - <klik>
5. Reyes Monforte, "Okrutna miłość" (425) 2048/3650 - <klik>
6.Todd Burpo, Lynn Vincent, "Niebo istnieje... naprawdę" (186) 2234/3650 - <klik>
7. Henning Mankell, "Fałszywy trop", (446) 2680/3650 - <klik>
8. Bridget Asher, "Pożyczona miłość" (270) 2950/3650  

Ostatnia pozycja z listy to książką którą skończyłam czytać przed świętami i jakoś nie było okazji by co nieco o niej napisać. Później zapomniałam, że miałam to zrobić i tak przypomniało mi się przy okazji podsumowania... 

Dlatego korzystając z okazji podsumowania napiszę parę słów o niej tutaj. 



"Pożyczona miłość" Bridget Asher to książka lekka i przyjemna. Aż się dziwię, że ja to piszę, ale tak jest. To takie romansidło, których do tej pory unikałam jak ognia, jakoś mnie nie kręciły takie historie. Ale jak widać i gusta czytelnicze się zmieniają z wiekiem. Jedno mogę napisać nie jest to typowe ckliwe romansidło jak te Harlequin'owe. Muszę Wam powiedzieć, że ta książka dała mi dużo do myślenia. Dzięki niej zrobiłam sobie małą burzę w głowie i poukładałam wszystko na odpowiednie tory... Tory z których gdzieś po drodze pospadałam i miałam masę dziwnych pomysłów. Raczej niezbyt dobrych pomysłów. Jakoś tak ta książka trafiła w odpowiedni moment. Ta końcówka roku nie była dla mnie zbyt dobra - tak w sferze prywatnej i zdrowotnej. A i o zawodowej również, bo miałam przebłyski żeby rzucić to w cholerę... Dobry czas wybrała sobie ta książka. Tak wybrała, bo po poprzedniej nużącej mnie lekturze stanęłam przed półką z książkami, zamknęłam oczy i pomyślałam coś lekkiego, coś co mnie rozbawi, ale i wzruszy. Coś dzięki czemu wejdę w ten świat i zniknę. I tak otwarłam oczy i sięgnęłam na półkę i wyciągnęłam właśnie tę książkę. Kiedyś tak robiłam. Gdy jeszcze dużo czytałam i buszowałam po bibliotece miejskiej. Wchodziłam tam, zostawiałam kartę i zaczynałam chodzić między półkami i tak książki same mnie wybierały. Mało kiedy przychodziłam ze sprecyzowaną listą co chcę chcę wypożyczyć. Ale się rozpisałam, a miało być o "Pożyczonej miłości". To historia o miłości, która mimo iż na parę lat została zapomniana, zamieciona pod dywan... Dziwnym zbiegiem okoliczności wychodzi spod tego dywanu i rozpycha się łokciami by pokazać, że jest więcej warta niż ta, którą sobie bohaterka "wypracowała". Jest tam miłość, troszkę humoru, zdrada, choroba i happy end. Czyli to co powinno być w lekkim romansidle. Lekkim, nie ckliwym. Historia, która nie powinna się była wydarzyć, bo żeby mąż namawiał żonę by udawała żonę swojego byłego? 
Wg mnie można przeczytać. Między innymi po to by dowiedzieć się czy bohaterka zgodziła się na namowy męża i co z nich wniknęło... 
Czytaj dalej...

Motocykl dla męża

W nowym roku  przychodzę do Was z projektem nad którym pracowałam bardzo długo...
Ale w końcu jest!
SKOŃCZONY po 3 latach! (klik)

Planów co do ukończenia go było całe mnóstwo, ale jakoś się nie udawało. Ale jest. W końcu się udało! Musze wam powiedzieć, że końcówka była mocno wyczerpująca, każdą wolną chwilę poświęcałam tylko jemu. Bardzo mi zależało, by go skończyć przed świętami w by w końcu móc go wręczyć mężowi.
I udało się!
Po tym hafcie jedno wiem na pewno. Nigdy więcej wyszywania takich dużych obrazków kolorami. To strasznie opóźniło pracę, a te opóźnienia działały de-motywująco. Dlatego haft co jakiś czas ginął w głębokiej otchłani na półce.
Teraz zaczęłam kolejny większy obrazek, ze swojej listy życzeń, ale jego wyszywam pokolei - krzyżyk za krzyżykiem...
Ale wracając do mojego haftu dla męża. Przedstawia on motocykl. Jest to Kawasaki Ninja ZX-10. Zdjęcie wynalazłam na internecie, a wzorek przygotował mi oczywiście Tadeusz, który wg mnie jest mistrzem. Ja kompletnie nie wiem co i jak z tym przerabianiem. Próbowałam, bez sensu. Wolę dać komuś kto się zna i mieć potem dobrze wyglądający obrazek. A tutaj trzeba było co nieco przerobić, tj. samo zdjęcie, bo na hafcie nie ma napisów i tych dziwnych zielonych płomieni.

Przerabiane zdjęcie
Oczywiście nie obyło się w moim hafcie bez pomyłek, ale są one prawie nie widoczne (to też przez to wyszywanie kolorami).



W FOTKOM zamówiłam ramkę i passe, ładnie opakowałam i gotowe dzieło znalazł małżonek pod choinką. Niestety zdjęcia takie sobie... Na żywo wygląda jeszcze lepiej. Jak się dorobię lepszego aparatu to sfotografuję raz jeszcze ten motocykl.


Dane techniczne:
Ilość kolorów -  46
Haftowana powierzchnia: 45 481 krzyżyków
Wymiary samego haftu: 28 x 37
Wymiary ramki: 35 x 45
Wykorzystałam podwójne passe partout w kolorze limonki i ciemnoszarym.


Mąż bardzo zadowolony, zaraz kazał się fotografować ze swoim dziełem.

Mój osobisty mąż i pieseł oczywiście nieodłączny element każdej foty ostatnio 

Czytaj dalej...
Rękodzielnik Marty © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka