Postępy motocyklowe

Ponad miesiąc temu pokazywałam Wam mój motocykl. Od tego czasu co nieco krzyżyków przybyło. Nie wiele, ale zawsze to coś. W końcu nie ważne ile, ważne że do przodu.
Tak sobie wymyśliłam, że będę raz w miesiącu pokazywać postępy w haftowaniu motocykla, przy okazji zmotywuje mnie to do dalszych prac nad nim.
Na dzień dzisiejszy jest tyle:



Jak pisałam nie za wiele przybyło, ale już prawie połowa opony przedniej jest i drugie oko prawie skończone ;)
Dla porównania w lutym było tyle:


Także pomału do przodu. Mam nadzieję, że w kwietniu uda mi się pokazać większe postępy.
Czytaj dalej...

Wyzwanie czytelnicze - "Krokodyl z Kraju Karoliny" Joanna Chmielewska

"Nie przejmuj się mną, możesz mnie nie odprowadzać do drzwi, trafię i nic po drodze nie ukradnę. Jak wiadomo, zwyczaj odprowadzania gości wziął się nie tylko stąd, że w starych zamczyskach mogli zabłądzić, ale też i z obaw gospodarzy, że coś rąbną po drodze."
/"Krokodyl z Kraju Karoliny" Joanna Chmielewska/





Mamy marzec, a to dopiero druga książka przeczytana w tym roku... Wstyd, oj wstyd... I pomyśleć, że kiedyś pochłaniałam książki jedną za drugą. Na wakacje na wieś brała prawie cały plecak i to starczało na tydzień, dwa (zależy jakie mi się książki trafiły). A teraz? Oj muszę się poprawić.

Wracając jednak do gwiazdy tego postu. Z twórczością Joanny Chmielewskiej szczerze mówiąc poznaję się na nowo. W czasach szkolnych zdarzyło mi się przeczytać parę książek ("Nawiedzony dom", "Wszelki wypadek", "Ślepe szczęście"), ale jakoś nie zapałałam do jej twórczości miłością. Fajnie się je czytało i tyle. Po ostatnim niezbyt dobrym doborze lektury postanowiłam uderzyć w coś sprawdzonego. Okazało się, że na pułkowych deskach leży sobie cichutko taka mała ruda nowiutka książeczka. Nie mam bladego pojęcia gdzie i w jakich okolicznościach ją zakupiłam (dostałam??). Ale fakt mam manię kupowania książek za bezcen, na promocjach itp. Daty ważności nie mają. A kiedyś na pewno je przeczytam. I tak wyjęłam tę książkę spojrzałam na autora i zaraz wiedziałam, że to będzie następna książka, którą przeczytam.


"Krokodyl z Kraju Karoliny" to (z tego co zdarzyłam doczytać) 3 powieść p. Joanny (wiedzieliście, że Joanna Chmielewska to tylko pseudonim artystyczny? w rzeczywistości autorka nazywała się Irena Kuhn), jest to powieść detektywistyczna. Książkę czytało się świetnie. Pewnie dzięki świetnie wplecionemu w całą tę intrygę ze śmiercią przyjaciółki Joanny humorowi, który powodował momentami uśmiech na twarzy, a i parę razy śmiech. To takie połączenie thrillera z kryminałem i komedią. Na tylnej okładce mojej książki znajduje się krótki opis:
"Gdy w tajemniczych okolicznościach ginie najlepsza przyjaciółka Joanny, a wkrótce potem z kostnicy znika jej ciało, główna bohaterka postanawia na własną rękę rozwikłać kryminalną zagadkę i znaleźć zabójcę..."
A muszę Wam powiedzieć, że zakończenie jest zaskakujące. Do samego końca, do tych ostatnich kilku stron na których wyjaśnia się, że... no właśnie sami przeczytacie co stało się z Alicją.
Myślę, że jeszcze sięgnę po jakąś książkę Chmielewskiej. A może ktoś z Was czytał i może jakąś szczególnie polecić??





"Miałam właśnie świeżo umyte włosy, zakręcone papiloty, na tych papilotach jakąś ścierkę, rozmazany i częściowo straty makijaż i doprawdy wybałuszanie na mnie oczu było całkowicie nieuzasadnione..."
/"Krokodyl z Kraju Karoliny" Joanna Chmielewska/
Czytaj dalej...

Serwetka dla Eli



Jakiś czasem temu Ela poprosiła mnie o wykonanie dla niej takiej samej serwetki, jak ta którą zrobiłam dla mamy <klik>. Była to pierwsza taka duża serwetka jaką wykonałam. A mama ma ją do dziś.

Oczywiście jak to na mnie przystało wtedy nie zapisałam skąd mam wzór... Teraz wiem, że te dane techniczne danej robótki, które publikuję często bardzo ułatwiają mi pracę... Wcześniej tego nie wiedziałam, więc zaczęły się poszukiwania. Przeglądanie stoisku gazetek jakie posiadam z wzorami. Przekopałam wszystko i nie znalazłam tego wzorku. Ale za to znalazłam kilka równie ładnych i pokazałam Eli. Na całe szczęście nie upierała się ona przy tamtym i wybrała wzór na serwetkę z gazetki "Anna Robótki" z tego roku (1/2017, str. 24-25). Muszę przyznać, że wzór całkiem prosty. Tyle, że jak to ze mną bywa w tej prostocie tkwi diabeł... Dzięki któremu 3 razy prawie gotową serwetkę prułam...

Serwetkę wykonałam szydełkiem 1,5 i wykorzystałam do tego kordonek PYRAMID MAXI METALIK  w kolorze białym ze złotą nitką (o ten kordonek prosiła Ela). Wyszła mi serwetka o średnicy - 47 cm. Całkiem fajny wzór. Mnie się podoba, mam nadzieję, że i Eli się podobać.


Prawie zapomniałam jak miło się działa przy takich serwetkach... jakoś tak robótka pali się w dłoniach, rach ciach i gotowe... U mnie trwało to dwa wieczory (no dobra trzy, przy czym ten trzeci to kiedy się kapnęłam że jestem na przedostatnim okrążeniu, z 23, a byka walnęłam w 18; niestety przez jeden taki mały błąd serwetka się nie układała jak należy, tego 3 wieczoru ograniczyłam się tylko do sprucia i odłożenia robótki na następny dzień).



ps. Jakiś czas mnie nie było, a to za sprawą powyższej serwetki, niespodzianki dla Karolka i chusty, którą tworzę już od później jesieni dla Karoliny... Jakaś niemoc mnie napadła wraz z nadejściem marca. Przesilenie jakieś czy co...???

Czytaj dalej...

Dżem i chleb

Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie mi się haftuje elementy tego SAL-u. Trochę mnie irytują te 3 nitki (to taki mój eksperyment, jeszcze tyloma nie haftowałam i chyba raczej sobie odpuszczę następnym razem i 3 nitki i kanwę 14ct :P). Nie zmienia to faktu, że te wzorki są jakieś takie urocze i jakby same się haftują. Siadam do elementu i ciach jeden wieczór i jest! No tutaj może troszkę więcej czasu bo zaczęłam popołudniu i skończyłam coś koło 22. Na następny dzień dorobiłam tylko konturki. Te też nie są skomplikowane. Wydają się na wzorze takie kwadratowe, ale w rezultacie są taką "kropką nad i".

Mały kolaż z postępami pracy nad chlebkiem i dżemikiem. 

Ten haft wzbudził we mnie wspomnienia z harcerstwa. Na obóz harcerski zostałam zaopatrzona przez mamę w dżem. Nie byle jaki dżem, bo taki swojski, robiony właśnie przez moją mamuśkę. I nie jakiś tam truskawkowy czy morelowy. O nie taki by nie zrobiła wśród kolegów furory. To były dżem z jagód i borówek, które oczywiście zbierała moja mama. Był pyszny! Nawet dziś po tylu latach pamiętam jego smak i łudzę się co roku, że mama jeszcze kiedyś zrobi taki dżemik...
Bo o ile nie przepadam za połączeniem pieczywa z dżemem to ten dżemik i świeża chrupiąca bułeczka to jest niebo w gębie...
No, ale na razie pozostaje mi pomarzyć, a Wam pokazać efekty mojej pracy. W swoim obrazku wprowadziłam małą zmianę. Chodzi o napis na etykiecie dżemiku, zamiast czarną nitką zrobiłam go w kolorze niebieskim, jakoś tak mi się kojarzy bardziej z pisakiem do opisywania etykiet...

Gotowe

To już pół roku jak haftujemy te elementy. Jeszcze tylko trzy i koniec... Ależ ten czas szybko leci. Pamiętam jak dopiero co zaczynałam pierwszy obrazek z torcikiem. A tu już prawie koniec...

6 miesięcy za nami

Czytaj dalej...

Imieniny

Dla wszystkich Małgorzat, Piotrków i innych dzisiejszych solenizantów wszystkiego najlepszego ;) A w szczególności dla wszystkich dziewczyn, które są moimi imienniczkami i jak ja obchodzą dziś imieninki :) 

Wszystkiego najlepszego Martusie ;) 







ps. Dziś w okolicy godziny 10, proszę o mocne trzymanie kciuków. Kto wie może przy okazji mojego małego święta mi się poszczęści...
Czytaj dalej...
Rękodzielnik Marty © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka