Orzeł wylądował...

W końcu, po ponad roku koralikowy orzeł doczekał się oprawienia. Nie udało się do niego dobrać standardowej ramki, dlatego skorzystałam po raz kolejny z usług Fotkom.
Tym razem postawiłam na białą ramkę z podwójnym passe partout - szarym i różowym. Zrezygnowałam za to z szyby w ramce. Oba passe pokleiłam piankową taśmą dwustronną co dało efekt trójwymiaru. Wyszło całkiem fajnie. A jak już mój mąż powiedział wow, tzn. że musi być wow. Ucieszył go widok oprawionego orła, bo bardzo mu się ten haft podobał. Nie raz dopytywał o niego. Teraz będzie mógł go oglądać na co dzień, bo mam w planach go zawiesić w którymś z pokoi, ale jeszcze nie wiem w którym.





Przy okazji oprawy orła, na ramkę doczekał się haft z SAL-u Tea Time. Ramka oczywiście z Fotkom. Czarna z jasnoszarym passe partout. Pierwszy obrazek do nowej kuchni już jest. Teraz czekam na kuchnię, może kiedyś się doczekam...



Zdjęcia nie najlepsze - wiem. Niestety pogoda ostatnio jest byle jaka. Do tego mój byle jaki aparat w telefonie...
Ps. Jutro 13-ty i do tego piątek... Wierzycie w przesądy??? Ja trochę tak...
Czytaj dalej...

Romantyczny haft ślubny

Z tym haftem szło mi jak po grudzie. Jak nie pomyłki, to grypa, która na dwa dni mnie wykluczyła z pracy nad nią.
Standardowo skończyłam ją w ostatniej, dosłownie ostatniej chwili! Nawet ramkę miałam zamówioną i passe. A haft w lesie. Ciągle coś odwracało uwagę od niego, a jak już siadałam to byłam tak padnięta po całym dniu, że szybko odkładałam go na bok.
Jednak od poniedziałku siedziałam cały czas tylko nad nim. Najgorsze, że co chwilę gdzieś się myliłam. W końcu jednak się udało i skończyłam haft. Jestem z niego bardzo zadowolona.

Na wyhaftowanie tego wzoru czaiłam się już jakiś czas. Wiedziałam, że go wyhaftuję w chwili, gdy zobaczyłam go w "Kramie z robótkami" (nr 3/2014). To były początki mojej przygody z haftem i jedna z pierwszych gazetek jakie kupiłam. Był wzór, były chęci, ale nie było okazji...
Aż w końcu się ona nadarzyła. Ślub kuzynki. Od razu wiedziałam, że to będzie ten wzór. Tak samo jak i wiedziałam, że będzie wyhaftowany na ciemno szarym Belfaście 32c, który kupiłam już dawno temu u Edyty. I tako sobie leżał i leżał, aż się doczekał.


W oryginale były trzy kolory DMC - B5200 (biały), 3326 (róż) i 839 (ciemny brąz). Jednak u mnie ten brąz był zbyt mocny i postanowiłam go wymienić na inny kolor. Wybór padł na DMC 3325 (jasny niebieski).
Ramka wraz z passe zamówiona w Fotkom. Obrazek wyszedł dość spory, bo nie chciałam go upychać w ramce. Ma sporo przestrzeni. Myślę, że wyszło całkiem fajnie i się podoba Młodej Parze. Zresztą oceńcie sami:





Mam nadzieję, że Młodej Parze się spodobał taki upominek.
Czytaj dalej...

Metryczka Mikołaja

Tak jak obiecałam pokazuję drugą metryczkę nad którą ostatnio pracowałam. Oj długo mi zajęło jej stworzenie. Na początku poszukiwanie wzoru. Na nic się mogłam zdecydować. W końcu stwierdziłam, że skoro metryczka jest dla braci to wyszyję taką samą metryczkę jak dla Filipa. Tyle tylko, że zmieniłam odcień kokardek. Udało mi się też kupić taką samą ramkę. A haft wyszyłam zamiast na białej kanwie, a nie jak u Fifka na ekru. Passe również dobrałam do kokardek i jest ono nieco ciemniejsze niż u Filipa.
Myślę, że wyszło fajnie. Ale żeby nie przedłużać pokażę Wam metryczkę Mikołaja. Mojego drugiego siostrzeńca.



Czytaj dalej...

Drugie życie metryczki Filipa

Dawno nic nie pisałam, ale to dlatego, że cierpię na chroniczny brak czasu i ledwo się ze wszystkim wyrabiam... Do tego prawie tygodniowa jelitówka wykluczyła mnie z życia na parę dni.
Czas gonił, bo chciałam by metryczki były gotowe na jutro. Filipek swoją miał już od dawna ale strasznie mnie mierziła czcionka i data. To była moja pierwsza metryczka stąd pojawiły się małe niedociągnięcia.
Ponieważ Filipek doczekał się w maju braciszka postanowiłam, że i drugiemu siostrzeńcowi wyszyje metryczkę. Ale o tej metryczce po weekendzie. W końcu jest to prezent na jutrzejsze chrzcinki.
Przy okazji wyszywania metryczki dla brata, porwałam metryczkę Fifka. W domu sprułam imię i datę. I zabrałam się za wyszycie nowego napisu. Zmieniłam też passe partout z białego na błękitne (Takie cudo zamówiłam na Fotkom. Gorąco wam polecam, maja duży wybór ramek i kolorów passe).
Wg mnie teraz metryczka wygląda o wiele lepiej niż wcześniej, ale to już oceńcie sami.


Tak teraz wygląda metryczka Fifka 

Tak wyglądała metryczka przed zmianami




Czytaj dalej...

Powrót do przeszłości w kopalni Uranu

Jeszcze troszkę nie rękodzielniczych tematów, ale obiecałam, że napiszę post i robię to z wielką przyjemnością. Ponieważ pisze o ludziach, którzy jak my rękodzielniczki są pasjonatami. Ale do rzeczy... Podczas naszego urlopu (właściwie na koniec, bo wracaliśmy już do domu) postanowiliśmy odwiedzić Kopalnię Podgórze.


Zacznę od tego, że gdy się dowiedziałam od małżonka mego, że on chce zobaczyć kopalnię uranu nie krzyknęłam z zachwytem. Ale coś za coś... On ze mną zobaczył Hutę Szkła JULIA (też gorąco Wam polecam wycieczkę do tego miejsca), więc czemu ja miałabym nie zobaczyć kopalni... Pomyślałam że zostanę na zewnątrz, a on sobie pośmiga po kopalni (przyznam że boję się wchodzić w takie miejsca, zaraz mam jakieś myśli katastroficzne).
W rezultacie weszłam z grupą do kopalni i nie żałuję. To były najfajniej spędzone minuty podczas całego wyjazdu. Przewodnik pierwsza klasa! Merytorycznie bardzo dobrze przygotowany. Widać, że się interesuje tym o czym opowiada. Długość trasy to ok. 1600 m, ponadto w środku są umiejscowione małe wystawki - a to starego sprzętu kopalnianego, a to różności zrobionych ze szkła uranowego.
Uwielbiam spotykać na swojej drodze ludzi z pasją. Ludzi, którzy chcą by jakaś cząstka historii pozostała. Szczególnie dziś w dobie gdzie nasi najmłodsi są otoczeni najnowszymi technologiami jest to bardzo cenne by pokazywać im, że nie zawsze tak było. Na dzień dobry każdy dostaje swoją górniczą latarkę, fajna sprawa, bo to nie wszechobecny LED tylko zwykła, prosta latarka górnicza. Jak wam wcześniej pisałam trochę się bałam wejść, ale nawet nie zauważyłam kiedy zleciał czas tej wycieczki. Było świetnie. No i oprócz słuchania historii, zachwycałam się samą kopalnią, ponieważ idziemy w wydrążonym niegdyś tunelu więc skały które są wokół tworzą piękny widok.
I powiem Wam, że niesamowicie mi się podoba, że tam wszystko jest takie proste, bez udziwnień i naładowania nowoczesnymi technologami. Bez tych wszystkich multimedialnych gadżetów.  Została taka jaka była. Dla mnie to plus. Dodatkowo świetna obsługa przy kasie, gdzie można też nabyć pamiątki. Dla wielu też plusem będzie że mają bezpłatny parking.



Trzy rzeczy, które warto widzieć!
Pierwsza - Nie dajcie się nabić w butelkę, troszkę poniżej kopalni jest Sztolnia (wstęp o wiele droższy, a opinie też nie należą do najlepszych) - Pan wyłapywacz na pytanie - czy to kopalnia mówi, że tak i trafiacie do sztolni, a nie do kopalni, która jst usytuowana wyżej. Ja osobiście polecam jechać tak jak prowadzi GPS z Google (nas zaprowadził na samo miejsce bezbłędnie!).
Druga - Kochani cała wycieczka w kopalni trwa godzinę (czasem cit i dłużej ;) nasza grupa była tak rządna wiedzy, że spędziliśmy w kopalni prawie 2 godziny). Temperatura jest bardzo niska i do tego jest bardzo wilgotno. Warto więc uzbroić się w ciepłą odzież, żeby nie popsuć sobie wycieczki warunkami jakie panują w kopalni.
Trzecia - Nie wiem co wy jeszcze robicie siedząc na tym blogu i czytając. Wsiadać w samochód, ustawiać GPS i w drogę! Naprawdę warto! ;)

Zachęcam każdego by odwiedził Kopalnie Podgórze, bo jest to fajnie spędzony czas.


Link do strony www kopalni - KLIK



ps. Więcej zdjęć (o wiele lepszej jakości niż moje na stronie www). Jednak ja Was zapraszam do samej kopalni. 
Czytaj dalej...
Rękodzielnik Marty © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka