Virus dla Karoliny

Pojechałam jesienią (w zeszłym roku) do mojego ulubionego salonu fryzjerskiego i oczywiście wystroiłam się w swojego virusa. Karolinie (jednej z fryzjerek) tak się moja chusta spodobała, że zapragnęła mieć taką samą. Początkowo zastanawiałyśmy się nad kolorem, w końcu padło na odcienie czerni i szarości przełamane czystą bielą. Oczywiście zaraz wiedziałam z jakiej włóczki będę go robić. Bo nie dość, że ją znałam (mój virus jest z niej zrobiony), to jeszcze świetnie wpasowała się w wybraną przez Karolinę kolorystykę. Mowa oczywiście o Alize Diva kolor nr 1900. Jedyna zmiana jaką zastosowałam to szydełko, tym razem było to szydełko w rozmiarze 3. Mam wrażenie, że jest jakby delikatniejsza, mnie "zbita" i lżejsza.
Nie ukrywam, że trochę nad nią siedziałam, bo Karolina stwierdziła, że jej się nie pali. A jak się nie pali to Marta raz przysiądzie, a za chwilę porzuci dla czego innego. A trochę tego po drodze było. Teraz nie zostało mi za wiele, dwa ostatnie rzędy, które zrobiłam w czwartek wieczorem. Wyszła mi chusta o wymiarach 166 cm szerokości i 82 długości. Jest nieco mniejsza od mojej, ale to dlatego, że Karolka jest niższa ode mnie stąd decyzja o zrobieniu nieco mniejszej chusty.
Chusta skończona. Wyprana, zblokowana czeka na spotkanie z Karoliną (podobnie jak ja). A prezentuję się ona tak:


I jeszcze z bliska. Uwielbiam ten wzór. Szybko przybywa, łatwo się go robi i świetnie wygląda.





Po tych ostatnich dniach nie dotykania moich zabawek, miałam efekt odstawienia. I po raz kolejny przekonałam się co to znaczy żyć z pasją, dla pasji. Moje robótki to moje życie, uwielbiam je. Uwielbiam spędzać czas z igłą czy szydełkiem. I choćby nie wiem co to nie pozwolę by praca pochłonęła mnie aż tak bym nie miała czasu na moje rękodzieło.

Miłej niedzieli kochani!

Czytaj dalej...

Mało mnie będzie

Tak się złożyło, że jakby zaczęłam pracę. Tzn. pracuję już prawie pół roku (na własny rachunek) w ubezpieczeniach (także zapraszam, jakby ktoś miał pytania, albo chciał skorzystać z moich usług ubezpieczeniowych). Teraz jednak w ciągu ostatnich dni wszystko potoczyło się jak bumerang. Ogólnie żyje jakby w lekkim zawieszeniu, mam wrażenie, że wciąż śpię tylko jakby na jawie.
W firmie w której współpracuje zwolniło się etatowe miejsce i tak się składa, że na nie wskoczyłam. Do tego od 2 tygodni ustalałam nową współpracę z innej spółce działającej w ramach grupy w której pracuję. Tak wiem ogólnie lekko zagmatwane. Reasumując od dziś lecę jakby na 3 etatach.
Na razie doba jest za krótka. Nie potrafię się ogarnąć. Nie mam czasu. Robótki poszły na bok (łącznie z tym, ze mój kolejny plan zrobienia kartek wielkanocnych spełzł na niczym - jak zwykle :P). Także kochani wybaczcie mi nie obecność tutaj i na waszych blogach. Postaram się zajrzeć w okresie świąt. Będzie chwilę oddechu. Teraz jest szalony czas. Mega szalony...

Pozdrowionka i buziole :*

... 

Czytaj dalej...

Paczka dla kota

Od jakiegoś czasu jestem testerką Streetcom'u. Muszę powiedzieć, że fajna zabawa z tym testowaniem. A same ankiety nie zajmują mi wiele czasu. I tak w ostatnim czasie zakwalifikowałam się do kampanii Purina Cat CHOW (dobrze sie domyślacie - chodzi o karmę dla kotów). Więc w sumie nie ja się zakwalifikowałam, a moje mruczki. A jak wiecie (albo nie) mam ich 2. Dwie piękne kociczki po przejściach z dość sporym bagażem doświadczeń. 
Do tego obie są wysterylizowane i jedna ma problemy z pęcherzem. Stąd troszkę sceptycznie podchodziłam do tych testów. Ale o dziwo jesteśmy od tygodnia na karmie i jest pięknie. 
Kotom smakuje (w pierwszym momencie jak im sypnęłam do miseczek karmę to się rzuciły jakbym je głodziła). 
Ogólnie muszę Wam powiedzieć, że jestem mega zadowolona z podejścia producenta do tej kampanii. Naprawdę fajnie przygotowana paczka. Dużo próbników po 100 g, do tego ulotki i książeczki z opisem produktów z tej linii, w paczce znalazła się też standardowa paczka karmy dla moich kotów. No i coś co sądziłam zrobi furorę, ale na moje koty nie podziałało (ale u Ziutki, która jest u mojej mamy na pewno zrobi niesamowite wrażenie) - z pudełka w którym przyszły paczuszki składa się domek dla kotka!!! Świetny pomysł. 

Ogólnie ja jestem mega zadowolona z tej kampanii, patrząc na moje koty chyba też podzielają tę opinię. A no i psy też bardzo, ale to bardzo ta karma smakuje. Jak tylko gdzieś zostanie w miseczce, to w sekundzie jej nie ma. A Akin dość wybredny jest jeśli chodzi o żywienie. 

Parę próbek już rozdanych. Opinie jak na razie pozytywne. Wszystkim kotkom smakuje. U mnie bardzo ważne było jak jedna z moich kotek zareaguje na tę karmę, ponieważ ma problemy z układem moczowym i gdy tylko zmienię jej karmę na jakaś inną to w sekundzie te problemy się odzywają. Dlatego tutaj strasznie się bałam tego testowania, ale po kilku dniach obserwacji widzę, że jest ok więc spokojni mogę zarekomendować tę karmę dla kotów po sterylizacji (i tak jedna moja z problemem z układem moczowym). 

I na koniec parę fotek:
Jeden z moich kotów w domku (weszła tam 2 razy i koniec, pudełko stoi i zero zainteresowania)

Pierwsza degustacja - jak widać smakuje 

A tu już kotka mojej mamy. Damie również smakuje (a uwierzcie mnie to istna kocia dama, wybredna jak nie wiem co!!!)
I pierwszy dżentelmen w tym babskim team'ie - Klakier wsuwał, że aż mu się uszy trzęsły




UWAGA! MINI-KONKURS!!!
Kochani w związku z tą kampanią chcę i was obdarować próbką karmy (próbki są dla kotków po sterylizacji, ale też są dla kotków nie wysterylizowanych). Jednak, żeby nie było za łatwo obdarowane zostaną dwie pierwsze osoby, które pod tym postem napiszą jak mają na imię moje kotki. Nie raz nie dwa pojawiały się na blogu, więc nie powinniście mieć problemów.



#PurinaCatChow #NajlepszeDlaKota #DokonajNaturalnegoWyboru
Czytaj dalej...

Mleko i pomidory

Taki mikrusek. W sumie można by go strzelić w jedno popołudnie (plus wieczór). Ale nie dziś, nie w marcu... Oj nie... Nie wiem co mnie dopadło, ale to samo złooooooooooooo. Przesilenie czy coś... Dopiero był 1-szy marca a już mamy 1 kwietnia!! Jak to? Gdzie się podział marzec??? Przeleciał mi przez palce. A wraz z nim większość planów jakie miałam... Dużo się dzieje. Oj dużo i za dużo. Nie potrafię się ogarnąć. A do tego jeszcze ta zmiana czasu. Kto to kuźwa wymyślił???!!! No ale już bez biadolenia. Pokazuję efekty mojej pracy do poduszki (dosłownie: raz o mało nie zasnęłam z tamborkiem):



Z tego wszystkiego nie mam zdjęć ani z postępu pracy nad tym haftem, ani też bez konturów. Wybaczycie mi prawda? Przyszła wiosna, a wraz z nią masa pracy wokół domu. A doba się nie wydłużyła.
Kochani strasznie was przepraszam za jakość notki i samego zdjęcia. Obiecuję poprawę. Obiecuję, że kwiecień mnie nie pokona jak marzec.
Czytaj dalej...

Postępy motocyklowe

Ponad miesiąc temu pokazywałam Wam mój motocykl. Od tego czasu co nieco krzyżyków przybyło. Nie wiele, ale zawsze to coś. W końcu nie ważne ile, ważne że do przodu.
Tak sobie wymyśliłam, że będę raz w miesiącu pokazywać postępy w haftowaniu motocykla, przy okazji zmotywuje mnie to do dalszych prac nad nim.
Na dzień dzisiejszy jest tyle:



Jak pisałam nie za wiele przybyło, ale już prawie połowa opony przedniej jest i drugie oko prawie skończone ;)
Dla porównania w lutym było tyle:


Także pomału do przodu. Mam nadzieję, że w kwietniu uda mi się pokazać większe postępy.
Czytaj dalej...
Rękodzielnik Marty © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka